Zaczynamy zabawę…

Na przełomie października i listopada zrobiłem najdłuższe w moim biegowym życiu roztrenowanie. Przez 10 dni nie przebiegłem ani jednego metra, natomiast w kolejnych dwóch tygodniach biegałem co drugi dzień. Oczywiście nie były to ciężkie trening, przeważnie trwały około 45-50 minut i poza spokojnym bieganiem zawierały jedynie lekkie elementy siły biegowej. W związku z tym tak naprawdę miałem miesiąc odpoczynku. Po tym czasie czułem wielki głód biegania i cieszyłem się na każdą mocniejszą jednostkę treningową, która mnie czekała 😊

Trening w toku

W połowie listopada rozpocząłem regularny trening. Pierwszy tydzień był bardzo spokojny, biegałem pięć razy – wykonałem dwie siły biegowe i co nietypowe jak na ten etap przygotowań wystartowałem w biegu z cyklu City Trail w Bydgoszczy. Do tego startu podszedłem bardzo spokojnie, gdyż wiedziałem, że nie jestem gotowy na szybkie bieganie – na moje nieszczęście na starcie stawiła się dosyć szeroka grupa mocnych biegaczy, która sprowokowała dosyć szybkie tempo od startu. Pierwsze dwa kilometry pokonane tempem 3:05-3:10 min/km bardzo dużo mnie kosztowały, ale za wszelką cenę starałem się trzymać czołową grupę. Jak się później okazało to był zbyt optymistyczny plan, gdyż druga część dystansu była w moim wykonaniu sporo wolniejsza. Ostatecznie dobiegłem do mety na 10 miejscu z całkiem niezłym jak na aktualną formę czasem – 16:10. Po starcie byłem zadowolony, mimo dużego dyskomfortu podczas biegu uzyskałem przyzwoity czas i co ważne bardzo cieszyłem się z powrotu do biegania.

To już prawdziwy powrót do treningu

Kolejny tydzień znowu zawierał w sobie dwie siły biegowe – jedną w postaci skipów i drugą w formie podbiegów. Dodatkowo wykonałem dosyć żwawą zabawę biegową. Jednak kilometraż w dalszym ciągu nie był imponujący, łącznie uzbierało się jedynie 80km.

Trzeci 7-dniowy okres był troszeczkę bardziej intensywny, tradycyjnie zrobiłem dwa treningi siły biegowej i jedną zabawę biegową. Nowością był lekki bieg ciągły, który sprawił mi ogromną przyjemność. Natomiast na koniec tygodnia pod okiem Pawła zrobiłem testy wydolnościowe, które pozwoliły nam na wyznaczenie strefy intensywności w jakich powinienem biegać. Łącznie wybiegałem – jak na razie rekordowe – 101km 😊

Niby mało, ale radość ogromna 🙂

Ostatni tydzień to standardowy układ siła – bieg ciągły – zabawa biegowa. Musze przyznać, że 8km biegu ciągłego sprawiło mi ogromną frajdę, mimo że prędkości nie były zabójcze (średnio po 3:38), to cieszyłem się jak dziecko. Uwielbiam tego typu trening, średnia intensywność to jest, to co sprawia mi największą przyjemność 😊 Tydzień zakończyłem kolejnym startem w City Trail w Bydgoszczy. Tym razem pobiegłem kilka sekund wolniej niż w listopadzie, ale warunki były zdecydowanie trudniejsze, bieg rozgrywany był w bardzo dużym błocie dodatkowo rozjechanym przez pojazdy służby leśnej. Dlatego, biorą pod uwagę wszystkie okoliczności i samopoczucie podczas biegu wyniki przyjąłem z zadowoleniem.

Walka trwa 🙂

Jedną z największych nowości jest to, że regularnie wykonuję ćwiczenia wzmacniające. Do tej pory podchodziłem do nich z rezerwą i ograniczałem się do rozciągania i rolowania, jednak od początku listopada w każdym tygodniu przynajmniej 5 razy poświęcam około 15 minut na ogólnie wzmocnienie swojego ciała. Musze przyznać, że efekty są błyskawiczne, z dnia na dzień czuję się silniejszy i mocniejszy – teraz tylko żeby przełożyło się to na szybsze bieganie.

Jestem bardzo pozytywnie nastawiony, chociaż wiem, że każdy kolejny tydzień będzie trudniejszy 😊 Kolejny wpis będzie zdecydowanie bardziej filozoficzny, mam już szkic – trochę go dopracuję i podzielę się z wami moimi dywagacjami na temat sprawiedliwość (także w sporcie).

2017-12-15T20:44:40+01:30 15 grudnia 2017|Mój trening|
Avada WordPress Theme