Vege parkrun, czyli byt w niebycie

Bardzo mocno ostatnio opuściłem się z pisaniem nowych tekstów na bloga… Wiem, że to już kolejny raz, pewnie nie ostatni, ale teraz aktualizuję opis swojej biegowej przygody.

Zacznę od tego, że w dalszym ciągu nie trenuję, nie pozwala mi to na ganglion w Trójkącie Kagera. Najprawdopodobniej konieczny będzie zabieg i ostateczne pozbycie się tego szkodnika 🙂 Poczekam jeszcze tydzień na ewentualną poprawę po pracy z fizjoterapeutą, ale jeśli mam być szczery, to myślami już jestem przy działaniach chirurgicznych… To miała być ostateczność, ale wygląda na to, że trzeba się jej poddać. Co to będzie? Jeszcze nie znam szczegółów….

Ostatni mój start na pełnych obrotach – parkrun Piła

Jak odnajduję się bez treningów? Jak widzę przyjaciół i znajomych osiągających super wyniki jest mi ciężko, ale jednak muszę przyznać, że zazwyczaj jest całkiem dobrze. Jestem dużo bardziej wypoczęty i mam zdecydowanie więcej czasu na inne aktywności, kolejny raz uczę się życia jakby od nowa. Bardzo w tym wszystkim pomaga mi parkrun, który daje możliwość ciągłego przebywania wśród biegaczek i biegaczy, ale nie wymaga walki o sekundy, a czasami nawet nie wymaga biegania! Dlatego kilka razy udzielałem się jako wolontariusz i pomagałem w organizacji biegów, coraz bardziej zauważam te osoby stojące w cieniu, którym zawdzięczamy możliwość biegania w sobotnie poranki. Naprawdę czapki z głów dla wszystkich, którzy kiedykolwiek wzięli udział w parkrunie jako wolontariusze, to dzięki Wam to wszystko jest możliwe 🙂

Tradycyjne przechodzenie przez ramkę po wypełnieniu roli zamykającego stawkę na parkrun Pole Mokotowskie 🙂

Dodatkowo dzisiaj na parkrun Pole Mokotowskie odbyła się specjalna wege edycja. To było coś niesamowitego! Ogromny kop pozytywnej energii. Na bieg zjechało się kilkudziesięciu Vege Runnersów, nasze zielone koszulki były bardzo widoczne 🙂 Co ważne, spotkanie nie zakończyło się na samym biegu, gdyż po można było pojeść przepyszne wege jedzenie przygotowane przez same uczestniczki i uczestników. Było wszystko – zarówno dla fanów słodyczy jak i dań wytrawnych. Niebo w gębie 🙂

Muszę przyznać, że parkrun i przywiązanie do ekipy Vege Runners sprawiło, że coraz mniej tęsknie za tym wyniszczającym psychicznie i fizycznie wyczynowym treningiem biegacza amatora. Oczywiście zrobię wszystko, żeby jeszcze wrócić do zdrowia i szybkiego biegania, ale jeśli to nie będzie mi dane, to mam gdzie wracać. Wszystko dlatego, że parkrun to miejsce, które w żaden sposób nie wyklucza i tam się odnajdę bez względu na to czy będę biegał 15 czy 45 minut na 5km. To pozwoli mi realizować swój byt w biegowym niebycie.

2019-09-21T18:41:08+01:30 21 września 2019|Mój trening|
Avada WordPress Theme