To chyba jednak uzależnienie

W tym tygodniu świętuję drugą miesięcznicę powrotu do regularnego biegania. Jednak nie może obyć się bez perturbacji.., Ciągle toczę nierówną walkę z torbielą, która umiejscowiła się w moim Trójkącie Kagera. Już trzy razy miałem usuwany z niej płyn, ostatnio zdecydowałem się na terapię osoczem bogatopłytkowym. Wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, ale ciągle biegam z dyskomfortem… Powoli zdaję sobie sprawę, że chyba muszę biegać, to już uzależnienie. Tylko nie wiem od czego – czy od samego biegania czy od rywalizacji 😉

Po plaży pod piekielny wiatr… 🙂

W każdym razie staram się regularnie biegać. Pierwsze 6 tygodnie to bieganie około 70-80km tygodniowo, a ostatnie dwa kończyłem już mając ponad 100km „na koncie” 🙂 Oczywiście nie robię jakiś oszałamiających treningów, bo najzwyczajniej jestem jeszcze za słaby. Mam dosyć prosty schemat tygodnia:

  • poniedziałek: lekkie rozbieganie
  • wtorek: rozbieganie / trening z grupą „Wakacje z Asics”
  • środa: bieg ciągły (od 6 do 10km – tempo 3:45-3:35 min/km)
  • czwartek: lekkie rozbieganie + 10*200m przebieżki / trening z grupą „Wakacje z Asics”
  • piątek: lekkie rozbieganie albo wolne
  • sobota: start w parkrunie
  • niedziela: długie rozbieganie

Nic więcej! Jednak czuję, że trening idzie w dobrym kierunku. Zaczynałem od 6km po 3:45 min/km, a w tym tygodniu biegałem już 10km po 3:35 min/km (na takim samym średnim tętnie i podobnym samopoczuciu). Moje odczucia potwierdził także start w Międzynarodowym Biegu po Plaży w Jarosławcu, który zakończyłem na – wysokim jak dla mnie w tym momencie – 7 miejscu, wyprzedzając kilku biegaczy z Ukrainy.

Parkrun Skórzec – zdj. M. Kubas

Jak pewnie łatwo zauważyć bawię się w turystykę parkrunową. Jest to taki cel, jaki sobie założyłem na okres powrotu do formy. Zdaje sobie sprawę, że w tym roku nie mam wielkich szans na zbliżenie się do rekordów życiowych, więc jest czas na coś innego. W miarę możliwości mam zamiar odwiedzać kolejne lokalizacje parkrun w Polsce. Ostatnio „zaliczyłem” Skierniewice, Pruszków, Kutno, Charzykowy, Skórzec i Grodziska Mazowiecki. Takie wyjazdy mają wiele zalet, także tych niezwiązanych z bieganiem – jak poznawanie nowych miejsc i ciekawych ludzi. Parkrun to świetna idea, która łączy tych szybkich biegaczy z tymi, którzy po prostu wychodzą z domu się poruszać. Parkrun to swego rodzaju miejsce spotkań. Jako taki „objazdowy biegacz” czuję się trochę ambasadorem tych wartości, co zresztą zgodne jest z moją filozofią życiową, według której nie ma ludzi lepszych i gorszych, wszyscy są równi (w swojej różnorodności). To właśnie odnajduję w każdą sobotę na parkrunie… 🙂

W moim życiu na dobre zagościły ćwiczenia sprawnościowe i rozciągające, które umożliwiają mi zmiejszenie bólu achillesów (a może wreszcie zupełne ich zniesienie). Jednak to już temat na inny wpis.

Do usłyszenia i zobaczenia (może gdzieś w trakcie mojej podróży po kolejnych lokalizacjach parkrun).

2019-07-24T20:27:50+01:30 24 lipca 2019|Mój trening, Starty|
Avada WordPress Theme