Talent czy praca?

Dzisiaj trochę o odwiecznym pytaniu: co w bieganiu jest najważniejsze talent czy praca? Jednak nie będą to rozważania czysto teoretyczne, gdyż będę opierał się na swoim przypadku. Mam nadzieje, że dzięki temu obalę trochę mitów, które narosły wokół sportowców-amatorów osiągających przyzwoite wyniki.

W poprzedni weekend wystartowałem w Akademickich Mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce. Namówił mnie do tego trener Roman Stępniewski (opiekun AZS UW). Mocno wzbraniałem się od tego startu, tłumacząc, że jestem zupełnie bez formy, gdyż od dwóch miesięcy nie mogę normalnie trenować. Do tego wszystkiego 6 dni przed zawodami miałem usuwany płyn z torbieli znajdującej się w Trójkącie Kagera (miejsce między stawem skokowym a ścięgnem achillesa). Ostatecznie wystartowałem w biegu na 3000m. Przed biegiem udało mi się 5 razy potruchtać, nie mogłem zrobić nic więcej. Oczywiście nie nastawiałem się na żaden świetny rezultat, jednak jeżeli ma się życiówkę na poziomie 8:47 (z 2017 roku), to mogłoby się wydawać, że wynik w okolicach 9:30 pobiegnę w każdych warunkach, nawet bez treningu. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna – bieg ukończyłem z czasem 10:11, co daje tempo 3:23 min/km (!!!!), w normalnej dyspozycji takim tempem jestem w stanie przebiec dystans półmaratonu. Co więcej – tego biegu nie potraktowałem ulgowo, dałem z siebie 110%, po 1200m zupełnie odcięło mi prąd, zrobiło mi się szaro przed oczami, ciężko było mi utrzymać równy kierunek biegu, rzucało mnie z toru na tor… To był ekstremalny wysiłek! A jeszcze 10 tygodni wcześniej robiłem trening 5 razy 3km, gdzie żaden odcinek nie trwał więcej niż 10:10!

Moja forma spadła błyskawicznie, a to nie jest tak, że jak nie mogłem normalnie trenować to nic nie robiłem, w tym czasie dużo ćwiczyłem, jeździłem na rowerze i w miarę możliwości truchtałem. Wydaje mi się, że ten ogromny spadek formy pokazuje, że wcale nie jestem wielce utalentowanym zawodnikiem, a na wszystko muszę ciężko zapracować. Czemu o tym wspominam? Wspominam o tym dlatego, że wiele razy słyszałem „ty to masz talent do biegania”, „wszystko łatwo ci przychodzi” itd. Tak nie jest! Ci, którzy tak mówią, najczęściej nie zdają sobie sprawy jaką pracę muszę wkładać, żeby pobiec te 32 minuty na 10km. To nie jest tak, że urodziłem się z talentem, 4 razy w tygodniu wychodzę potruchtać i biegam jakieś tam przyzwoite wyniki. 6 lat z rzędu robiłem po 5500-6000km, często rezygnując z wielu przyjemności biegałem dwa razy dziennie – przed i po pracy. Kiedy Ci „mniej utalentowani” smacznie spali, ja o 5:15 wracałem do domu po wybieganiu kilkunastu kilometrów. Jeżeli przez talent rozumiemy umiejętność pełnego poświęcania się czemuś, to może faktycznie jestem utalentowany….

Moim zdaniem bieganie to sport, w który największą rolę odgrywa ciężka, mozolna i systematyczna praca. Tutaj nie wystarczy, solidnie przetrenowane kilka tygodni, konieczna jest regularność, a proces treningowy to kwestia miesięcy a nie dni. Oczywiście niektórym to przychodzi łatwiej, bo mają trochę większe predyspozycje, ale w tym sporcie nie ma przypadku, nie ma drogi na skróty, nic nie dostajemy za darmo! Jednak to bardzo dobra wiadomość, dlatego że wszystko zależy od nas i to my sami wyznaczamy sobie granice.

Podsumowując – moim zdaniem to praca jest najważniejsza. Na „samym talencie” nigdzie nie dobiegniemy, a dzięki ciężkiej i mądrej pracy można zajść naprawdę bardzo daleko. Jak powiedział francuski filozof Paul d’Holbach „aby być szczęśliwym, trzeba pragnąć, działać i pracować, taki jest porządek przyrody, której życie polega na działaniu”.

2019-05-31T18:26:03+01:30 31 maja 2019|Filozofia|
Avada WordPress Theme