Sprawiedliwość a bieganie

Dzisiaj wreszcie zapraszam na zapowiadany od dłuższego czasu wpis na temat sprawiedliwości w bieganiu. Nawet dobrze się składa, że ukazuje się na początku nowego roku, gdyż wydaje mi się, że zawiera w sobie całkiem sporą dawkę motywacji do pracy. Od razu zaznaczam, że tekst nie rości sobie pretensji do wartości naukowej – są to moje, czysto publicystyczne, popularyzatorskie rozważania 😉 Jeśli ktoś chce, to z przyjemnością odeślę do tekstów naukowych.

Samą ideą sprawiedliwości, a w szczególności sprawiedliwością społeczną zajmuję się od dłuższego czasu. Tej tematyce po części poświęcona była moja magisterka, natomiast będący w fazie powstawania doktorat nawet w tytule ma mieć słowo „sprawiedliwość”.

Te książki znajdujące się na drugim piętrze dotyczą sprawiedliwości 🙂

W trakcie pisania tego tekstu natknąłem się na felieton Marcina Nagórka, którego znam i bardzo cenię zarówno jako biegacza, trenera jak i publicystę. Jednak tym razem zupełnie się z postawioną przez niego tezą nie zgadzam. Popularny Nagor w pierwszym akapicie stwierdza:

„Niektórym zdaje się, że sport jest sprawiedliwy i że spokojna, pokorna praca popłaca rekordami. To wyjątkowo głupie złudzenie. Owszem, pokorą i pracą można się poprawić do pewnego stopnia i takie podejście sprawdzi się u przeciętnego człowieka. Jeśli jednak mówimy o zostaniu mistrzem, osiągnięciu wyjątkowego sukcesu, to dokonują tego ci, którzy są w stanie zaryzykować i nagiąć reguły. Tylko ci, którzy są w stanie wyjść ze strefy komfortu, dokonać rzeczy pozornie niemożliwych już na etapie treningu, dokonają cudów i na zawodach.”

Gdyby wykreślić pierwsze zdania podpisałbym się pod tym obiema rękami. A jednak tam są 😉 Ale do rzeczy, definicji sprawiedliwości jest mnóstwo, gdybym miał je tutaj rozważać to nie starczyłoby mi życia i nikt by tego nie przeczytał. Dlatego odwołam się do najprostszej definicji skonstruowanej jakieś 1800 lat temu przez rzymskiego prawnika – Ulpiana Domicjusza. Według niego „sprawiedliwość jest stałą i niezmienną wolą przyznania każdemu należnego mu prawa”. Dla naszych rozważań przyjmijmy – prawa do osiągania wytrenowanych rezultatów (czasowych, bo tylko na to mamy wpływ, ale o tym za chwilę).

Co to de facto dla nas oznacza? Tyle, że zasługujemy na taki wynik na jaki zapracowaliśmy. Niby proste, ale czy na pewno? Bieganie jest jednym z nielicznych sportów, w których ta sprawiedliwość faktycznie może zaistnieć. Spójrzmy chociażby na sporty drużynowe – na przykład w piłce nożnej wyniki często jest kwestią przypadku, jedna drużyna może być dużo lepsza przez cały mecz, jednak wykazuje się nieskutecznością i w ostatniej minucie traci bramkę. Oczywiście w przekroju całego sezonu, kiedy spojrzymy w tabelę na czele zapewne będą najlepsze drużyny. Jednak w bieganiu ciężko o farta, praktycznie nie ma przypadków. Jeżeli nie trenowałeś wystarczającą mądrze, ciężko i dużo (w tej kolejności 😉) a do tego nie regenerowałeś się odpowiednio, to nie zrealizujesz swoich celów.

Bieganie nie wybacza, nie ma drogi na skróty. Żeby przebiec 10km w 30 minut trzeba być na to gotowym, każdy kilometr trzeba biegać średnio w 3 minuty, każde sto metrów w 18 sekund itd. Oczywiście mamy wpływ tylko na własne wyniki, więc jeśli rywale są lepiej przygotowani, to na mecie najprawdopodobniej zameldują się przed nami, tylko dzięki odpowiedniemu treningowi możemy ich gonić. Jasne, niektórzy mają trochę lepsze predyspozycje (talent), jednak to nie będzie miało żadnego znaczenia jeśli nie poddadzą się ciężkiej, mozolnej pracy treningowej, albo zupełnie odpuszczą regenerację i nie będą zwracać uwagi na dietę.

Teraz wróćmy do przytoczonego tekstu Marcina Nagórka – czy wychodzenie ze  strefy komfortu albo dokonywanie rzeczy niemożliwych jest niesprawiedliwe? Oczywiście, że nie! Każdy ma prawo do biegania 300km tygodniowo, wykonywania morderczych treningów i wielu innych rzeczy, które mogą wpłynąć na poprawę możliwości biegowych. To wiąże się z poświęcaniami, przykładem mogą być wyczynowi sportowy, którzy większość roku spędzają poza domem, na obozach sportowych. Uwierzcie – to nie są wakacje 😉 Inni są jeszcze bardziej zdeterminowani i decydują się na zmianę miejsca zamieszkania oraz poświęcenia życia dla sportu. Do głowy przychodzą mi chociażby bracia Robertson i Julien Wanders, którzy pozostawili wszystko i zdecydowali się na życie w Kenii. Czy to, że teraz osiągają takie a nie inne wyniki jest niesprawiedliwe? Moim zdaniem to właśnie jest istota sprawiedliwości! Bycie nienormalnym (w sensie opisywanym przez Nagora) w świecie pełnym rywalizacji na polu zawodowym, sportowym czy naukowym wydaje się w pełni uzasadnione, a sukcesy w ten sposób osiągane są sprawiedliwe 😉

To nie oznacza, że każdy musi poświęcać się bieganiu. Mamy rodziny, pracę i wiele innych spraw uniemożliwiających takie postępowanie. Jednak możemy zrobić tyle, na ile nas stać i czekać na wyniki. Te prędzej czy później będą sprawiedliwe 😊

Niech zginie świat, byleby stało się zadość sprawiedliwości” (Augustyn z Hippony)

2018-01-07T20:51:26+01:30 1 stycznia 2018|Filozofia|
Avada WordPress Theme