Samsung Półmaraton w Szamotułach – część I

Opis swoich przygotowania do startu w półmaratonie zakończyłem na sobotnim rozbieganiu poprzedzającym start w Biegnij Warszawo. Do tego biegu podchodziłem w pełni treningowo, zupełnie nie odpuściłem treningu, gdyż celem było przybliżenie mnie do wymarzonego wyniku w półmaratonie, a nie walka o rekord życiowy.

Biegnij Warszawo to bieg cieszący się ogromną popularnością, tysiące ludzi zgromadzonych na starcie robi wrażenie. Kiedy 5 minut przed biegiem stanąłem na kładce znajdującej się tuż na linią startu zobaczyłem ten tłum biegaczek i biegaczy w całej okazałości – coś pięknego. Jednak popularność biegania to temat na zupełnie inny tekst, więc wracajmy do samego biegu. Na rozgrzewce czułem się fatalnie, ledwo byłem w stanie „człapać” po 5 min/km, to nie był dobry znak, ale zdawałem sobie sprawę, że tak powinno być – przecież dzień wcześniej wróciłem z dobrze przepracowanego obozu w Szklarskiej Porębie. Ustawiając się na starcie liczyłem na wynik w okolicach 32:30-45.

Natychmiast po starcie utworzyły się dwie grupki – pierwsza z Kamilem Jastrzębskim, Michałem Kaczmarkiem i Damianem Walczakiem oraz druga prowadzona przez Piotra Mielewczyka, Macieja Kubiaka i Kubę Wiśniewskiego, których postanowiłem się trzymać. Pierwsze dwa kilometry były zupełnie płaskie, biegliśmy pod wiatr, ale czułem się nieźle – tempo oscylowało w okolicach 3:15-12 min/km. Jednak tuż przed podbiegiem na ulicy Spacerowej zacząłem odczuwać dyskomfort i puściłem grupę, więc od 3km nastąpiła samotna walka 😊

Samotny bieg ulicami Warszawy – zdj. Festiwal Biegowy

Kolejne 7km nie ma większej historii – wydawało mi się, że biegnę dosyć szybko, jednak zegarek pozywał coś innego – tempo 3:20 min/km to nie jest szczyt moich marzeń. W okolicach 5km minąłem Kubę Wiśniewskiego, który nawet nie spróbował utrzymać mojego tempa i już do końca biegł z niewielką stratą. Wiedząc na jaki biegnę rezultat nawet nie próbowałem korzystać z ostrego zbiegu na ostatnim kilometrze i finiszować. Równym rytmem dobiegłem do mety z czasem 33:13. Jak na samotny bieg to nie było źle, chociaż szczerze muszę przyznać rewelacyjnie to się nie czułem…

Tydzień startowy to przede wszystkim odpoczynek, jedynie w środę zrobiłem 10 razy 1km po 3:15-13. Zakwaszenie po tym treningu to tylko 3,5 mmol. Biegło się świetnie, to był bardzo dobry znak. Czwartek i piątek to tylko rozbiegania i rytmy. W sobotę wraz z Piotrem pojechaliśmy do Poznania, gdzie mieliśmy „bazę” przed startem.

Koncentracja przed startem

Jadąc do Szamotuł czułem się pewny siebie, wiedziałem, że dobrze przepracowałem okres przygotowawczy, dlatego też kiedy punktualnie w niedzielę o 11 nastąpił wystrzał startera ruszyłem z uśmiecham na twarzy – chciałem zrobić wszystko żeby to był mój dzień. Od startu tworzy się duża, kilkunastu osobowa grupa – pierwsze 2 km równo po 3:15. Czuję się rewelacyjnie, biegnę sobie w środku grupy, chowam się i staram się zachować pełen luz. Na 3km zaczyna się ruch, na czoło wysuwa się dwóch biegacz z Mołdawii i następuje lekkie zerwanie tempa. Zdając sobie sprawę, że to dopiero początek biegu postanawiam lekko odpuścić i biec dalej założonym tempem. Na 4km ucieka mi 5-osobowa grupka, jednak utrzymując równy rytm dochodzę do nich na 5km. Patrzę na zegarek i łapię międzyczas – 16:07, cały czas jest dobrze, nawet bardzo dobrze.

Ruszamy…

Po udanym pościgu postanawiam odpocząć sobie na końcu grupy, wtedy też orientuję się, że na czele samotnie biegnie jeden z biegaczy z Mołdawii, jednak nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, robię swoje. Kolejne dwa kilometry pokonuję trzymając się grupy, tempo cały czas jest równe, biegnę na świetny wynik, czuję się super – zarówno fizycznie jak i psychicznie. Na 8km tracę kontakt z czołówką, ale nie przejmuję się tym za bardzo, zdaję sobie sprawę, że 3:15 to może być dla mnie minimalnie za szybko i postanawiam dalej biec swoim tempem. Już po kilkuset metrach podobnie czyni Krzysiek Wasiewicz, więc lecimy razem. Współpraca przebiega znakomicie, 10km mijamy w czasie ok. 32:30. Jestem w szoku! Jest 45 sekund szybciej niż tydzień wcześniej w Warszawie, a ja wcale nie odczuwam zmęczenia, przez  głowę przechodzi mi nawet myśl, żeby przyspieszyć. Jednak jak się za chwile okaże – podjąłem rozsądną decyzję i tego nie zrobiłem. W głowie mnóstwo myśli, dlaczego jest aż ta dobrze. Przed startem planowałem biec z podobną prędkością, ale nie spodziewałem się, że przyjdzie mi to tak lekko.

Dobiegając do 11km widzę, że za chwilę nastąpi nawrotka, jestem spokojny i pełen nadziei. Biegnę ramię w ramię z Krzysiem Wasiewiczem, wiem, że to dobry biegacz z życiówką w półmaratonie poniżej 70’, dlatego mam zamiar się go trzymać – niczego więcej mi tego dnia nie potrzeba. Na 11,5km przebiegamy przez matę z pomiarem czasu spoglądam na zegarek i widzę czas 37:40, szybko liczę i wiem, że to międzyczas na wynik w okolicach 1:09:15. Jest szybko, pieklenie szybko! Mijając ostatni pachołek nawracamy, jestem pewny siebie i gotowy na kolejne 10km, jednak nie wiem co się zaraz wydarzy…

Druga część relacji jutro 😊

2017-10-11T20:18:11+01:30 11 października 2017|Starty|
Avada WordPress Theme