Podsumowanie sezonu – część III

Po pierwszej “zimowej” i drugiej “wiosennej” relacji przyszedł czas na lato 🙂

O biegu w Mistrzostwach Polski na 10 000m bez najmniejszych problemów mógłbym opowiadać godzinami. To był dzień, w który „zagrało” wszystko: warunki pogodowe, rywale i co najważniejsze moja forma. Od samego startu czułem się jak w transie, kolejne kilometry pokonywane po 3:07-08 nie robiły na mnie większego wrażenia.

W “transie”…

Pierwszą piątkę przebiegłem w 15:41 a drugą w 15:39. Na mecie byłem wyczerpany, ale skrajnie szczęśliwy. Wyniki jaki osiągnąłem – 31:20 był spełnieniem moich aktualnych marzeń, a gdy to tego dołożymy jeszcze Drużynowe Mistrzostwo Polski (wielkie dzięki dla Krzysia Gosiewskiego, Bartka Kotłowskiego i Błażeja Stankiewicza) to bez wątpienia był to mój najlepszy dzień w sportowym życiu.

Podium Mistrzostw Polski 🙂

Jak się okazało kolejnego dnia te 25 kółek kosztowało mnie strasznie dużo, byłem kompletnie zniszczony… I w tym momencie popełniłem największy błąd całego sezonu, gdyż zamiast trochę odpuścić, to będąc w euforii wszedłem w bardzo ciężki trening…

Efekty były widoczne już tydzień później w Gdyni, gdzie walcząc do ostatniego metra pobiegłem jedynie 32:37. Moje łydki w dalszym ciągu ze mną nie chciały współpracować, a ja tylko dokładałem i dokładałem.

Dramat na mecie w Gdyni 🙂

Kolejne dwa miesiące to trening pod bieżnię. Startowałem w biegach od 400 do 5000m. Początki były bardzo ciężkie, zmęczony sezonem wiosennym nie osiągałem takich wyników jakie powinienem. Dopiero w drugiej połowie czerwca doszedłem do siebie i uzyskałem przyzwoite rezultaty na 3000m (8:47) i 5000m (15:12).

8:47 podczas Mitingu Żylewicza w Gdańsku

To mnie podbudowało, sezon startowy spowodował, że trenowałem mniej, miałem więcej czasu na regenerację. Nowe życiówki na 3000 i 5000m były dobrymi prognostykami przed zaplanowanymi na drugą połowę lipca Mistrzostwami Polski w lekkiej atletyce, w których chciałem „złamać” 15’na 5000m.

Wyglądało to naprawdę nieźle, potrafiłem „na pełnym luzie” przebiec 10km w 33:30 podczas Biegu Chomika, który wygrałem wspólnie z Wojtkiem Kopciem. Czułem, że kolejny raz wchodzę na dobre tory.

Wspólnie z Wojtkiem Kopciem wbiegamy na metę 🙂

Ostatni szlif przed MP zaplanowałem w Szklarskiej Porębie. W stolicy Karkonoszy wykonałem kilka bardzo ciężki i mocny treningów, na kilka jednostek udało mi się dołączyć do Mariusza Giżyńskiego i Piotra Mielewczyka – było ciężko, ale wydawało mi się, że trening „odda”.

Niestety było inaczej, tydzień po zjeździe z góry wystartowałem na 5000m w Białymstoku i od samego początku było ciężko, piekielnie ciężko. Nie byłem sobą, nie potrafiłem zawalczyć i do mety dobiegłem ze słaby czasem – 15:23. Byłem zły, ale liczyłem, że przyjdzie jeszcze forma, na którą pracowałem. Zrobiłem kilka luźniejszych dni i wystartowałem w MP na 10km w Gdańsku – niestety tam było jeszcze gorzej, to był chyba jeden z moich najgorszych biegów w życiu. Na mecie zameldowałem się z czasem 33:00, czyli tylko niewiele lepszym niż jeszcze kilka tygodniu temu miałem podczas biegów ciągłych, a czułem się katastrofalnie.

15:23 to nie był wynik moich marzeń…

Byłem kompletnie załamany, a czekał mnie jeszcze sezon biegów ulicznych…

Starty jesienne to także sinusoida wzlotów i upadków. Zaliczyłem opisywane już na stronie dwa przyzwoite półmaratony w Pile i Szamotułach, słabe biegi na 10km w Pradze  i Kole oraz całkiem niezły bieg z cyklu City Trail w Bydgoszczy.

Po zupełnie nieudanym starcie w Biegu Warciańskim w Kole zdecydowałem się zakończyć sezon. Miałem jeszcze w planach start w Biegu Niepodległości, ale zupełnie straciłem ochotę do biegania i czułem, że potrzebuję zupełnego resetu. O tym jak w tym roku wygląda u mnie tzw. okres roztrenowania napiszę w kolejnym wpisie.

Bez dwóch zdań to był mój najlepszy sezon biegowy w życiu – ustanowiłem życiówki na wszystkich dystansach od 3000m do półmaratonu. Jednak czuję pewien niedosyt, nie wykorzystałem w pełni swoich możliwości, po biegu w Rybniku popełniłem kilka błędów, których jestem świadomy. Mam nadzieję, że wyciągnę wnioski i kolejny sezon będzie dla mnie jeszcze lepszy.

 

Starty:

29-04 – MP 10 000m Rybnik – 31:20.01

07-05 – Bieg Europejski – Gdynia – 10km – 32:37

13-05 – AMWiM – Warszawa – 800m – 2:08.13

13-05 – AMWiM – Warszawa – 3000m – 9:07.58

21-05 – AMWiM – Warszawa – 400m – 59.10

21-05 – AMWiM – Warszawa – 1500m – 4:15.33

26-05 – AMP – Łódź – 1500m – 4:12.04

27-05 – AMP – Łódź – 3000m – 8:56.44

07-06 – Miting – Łomża – 5000m – 15:28.38

14-06 – Miting Żylewicza – Gdańsk – 3000m – 8:47.19

18-06 – Miting Listosa – Wrocław – 5000m – 15:12.87

22-06 – Bieg Chomika – Warszawa – 10km – 33:27

22-07- MP Białystok – 5000m – 15.23.67

05-08 – Bieg Dominika – 10km – 33:00

03-09 – Półmaraton Piła – 1:11:18

09-09 – Bireeli Run Grand Prix – Praga 10km – 32:50

01-10 – Biegnij Warszawo – 10km – 33:13

08-10- Półmaraton Szamotuły – 1:11:11

15-10 – City Trail I – Bydgoszcz – 15:44

22-10 – Bieg Warciański – Koło – 10km – 33:22

 

Kilometraż:

maj 2017 – 522km

czerwiec 2017- 514km

lipiec 2017- 599km

sierpień 2017 – 452km

wrzesień 2017 – 518km

październik 2017 – 264km

2017-10-29T10:17:38+01:30 29 października 2017|Starty|
Avada WordPress Theme