Podsumowanie sezonu – część II

Pierwszą część relacji skończyłem dzień przed Maniacką Dziesiątką. Ten bieg miał mi dać ostateczną odpowiedź czy trening, który sobie zaaplikowałem jest dla mnie odpowiedni. Cel był jeden – ustanowienie rekordu życiowego (32:21),  marzyłem o złamaniu magicznej dla mnie granicy 32’.

Jeszcze w grupie…

Jeśli chodzi o sam wynik to pobiegłem 31:55! Tym biegiem udowodniłem sobie i wszystkim, którzy we mnie nie wierzyli, że trening idzie w dobrą stronę. Bieg ułożył się całkiem nieźle, gdyż od startu byłem w grupce, która biegła na zakładane tempo, jak zawsze to bywa mało kto chciał prowadzić grupę, ale już mniejsza o to. 5km minęliśmy w 15:54, czyli minimalny zapas był, ale była też obawa – grupa się podzieliła, ja starałem się utrzymać tempo. Trochę się przestraszyłem, żałuję, wiem, że mogłem pobiec te 10 sekund szybciej. Jednak nie można być zbyt zachłannym, jak zobaczyłem na mecie wynik 31:55 byłem bardzo szczęśliwy, uniosłem ręce w górę, co zdarza mi się niezwykle rzadko.

Ostatnia prosta 🙂

Taki wynik dał mi ogromną motywację, gdyż wiedziałem, że jak dobrze potrenuję to mogę go jeszcze poprawić. Jednak co ważne nie dałem się ponieść fantazji i dalej robiłem swój, oparty na wytrzymałości trening.

Dwa tygodnie po Maniackiej wystartowałem w Akademickich Mistrzostwach Polski w biegach przełajowych. Niestety przełaje nie są moją mocną stroną i jak tylko widzę jakieś nierówności zaraz zwalniam 😊 Jednak swój występ oceniam pozytywnie, gdyż potraktowałem go ulgowo i podszedłem do niego nie odpuszczając treningu. Zajęte miejsce, czyli 19 uważam za słabe, jednak samopoczucie podczas i po biegu pokazuje, że treningowo byłem w tym miejscu, w którym chciałbym być. Sprawdziła się także przyjęta przeze mnie taktyka. Do pokonania była trasa licząca ok. 9km składająca się z 3 pętli. Po pierwszej pętli plasowałem się na 35 miejscu, po drugiej na 26, a na koniec na 19. Oczywiście mogłem rozpocząć trochę szybciej i pewnie skończyłoby się wynikiem kilkanaście sekund lepszym, ale teraz można gdybać, a tak zyskałem nowe, niezwykle cenne doświadczenie.

I pod górkę 🙂

Od tego biegu włączyłem do treningu więcej odcinków bieganych tempem docelowym na 10km, najbardziej w pamięci pozostały mi treningi typu 4-3-2km, 4*2km i 10*1km.

Trzy tygodnie przed MP na 10 000m wystartowałem w Biegu Europejskim w Gnieźnie. Jeszcze 3 dni przed startem robiłem ciężki trening, więc  szczerze mówiąc nie za bardzo wierzyłem, że Gnieźnie mogę dobry pobiec dobry wynik, liczyłem, że będę zmęczony treningiem i może to być tzw. bieg na zaliczenie. Tak myślałem aż do momentu ustawienia się na linii startu. Okazało się, że do Gniezna zjechała się bardzo duża grupa świetnych biegaczy z Polski, Kenii i Ukrainy. Wystrzał startera i adrenalina sporo podskoczyła, 1km mijam w równe 3min. Zastanawiałem się, czy nie jest za szybko, ale starłem się trzymać Kuby Szymankiewicza. Gdzieś w okolicy 3-4km zacząłem odczuwać lekki dyskomfort żołądkowy, ale nie miałem zamiaru odpuszczać, 5km minąłem w 15:40. W tym momencie uświadomiłem sobie, że to mój 3 wynik w życiu na tym dystansie i międzyczas na 31:20. Jednak zaczęło się robić coraz trudniej, “puściłem” swoją grupę. Gdy dobiegłem do 8km, na zegarku zobaczyłem 25:20, przede mną był lekki podbieg do mety, który musiałem pokonać tempem poniżej 3:18 min/km – pomyślałem sobie – “nie ma innej możliwości dowiozę tą życiówkę do mety”. Potem niewiele już pamiętam, nie dlatego, że było tak ciężko, ale byłem tak skoncentrowany na utrzymaniu tempa, że nic nie widziałem i nie myślałem o niczym innym. Dobiegłem do mety i na zegarze zobaczyłem 31:51. Miałem nową życiówkę na 10km, byłem bardzo zadowolony!

Bieg po życiówkę…

Na tydzień przed docelowym startem chciałem sprawdzić swoją dyspozycję podczas biegu na 10km przy Orlen Warsaw Maratonie. Jak to tam wyglądało? W dzień biegu opisałem to tak:

„Odliczanie, stoję w 2 linii i ruszamy – tempo niby niezłe, biegnie się nieźle, ale ja już się analizuję, czemu nie idzie… Jak teraz o tym myślę, to zastanawiam się czy ze mną wszystko ok… 🙂 Znacznik 5km i na zegarku 15:51, czyli tempo na poprawę rekordu życiowego, a ja (teraz nie wiem dlaczego) spisuję bieg na starty. Niby jest pod wiatr, ale tak sobie lecę, niby ciężko oddycham, ale nie walczę. Na 7km mija mnie jakaś grupka, na chwilę się z nimi zabieram, ale po 2 minutach odpuszczam. Byłem zmęczony? Nie – najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało… Ostatnie 2km to już bieg bez historii – 3:24 i 3:19. Nie walczę o sekundy, tłum ludzi dopinguje na ostatniej prostej a ja nic, myślami już jestem w Rybniku, gdzie w sobotę odbędą się Mistrzostwa Polski. Dzisiaj ogarnęła mnie niemoc psychiczna, nie powalczyłem i dobiegłem z fatalnym jak na takie zawody czasem. Szkoda – to była świetna okazja do bicia rekordów – szybka trasa, dobra obsada i niezła pogoda. Jestem rozczarowany, ale z drugiej strony cieszę się, że taki dzień trafił mi się dzisiaj, a nie za tydzień, gdyż to bieg w Mistrzostwach Polski na 10 000m jest dla mnie najważniejszy i to z myślą o nim trenuję od listopada.

Forma jest bardzo dobra, tylko żeby głowa podołała… Lekki tydzień i w sobotę wieczorem w Rybniku będzie się działo, nie przyjmuję do siebie innej opcji.”

Jak było w Rybniku? O tym już w następnej części 😊

 

Starty:

10-03 – Maniacka 10-tka – Poznań – 31:55

26.03 – AMP w przełajach – Łódź – ok. 9km – 29:35

8-04 – Bieg Europejski – Gniezno – 10km – 31:51

23-04 – Bieg Oshee 10km – 32:30

 

Kilometraż:

marzec 2017 – 511km

kwiecień 2017 – 524km

2017-10-29T10:17:29+01:30 28 października 2017|Starty|
Avada WordPress Theme