Podsumowanie pierwszej połowy roku

Mijające półrocze rozpoczęło się dla mnie rewelacyjnie – w styczniu zdecydowanie poprawiłem życiówkę na 15km podczas Biegu Chomiczówki, jednak jak się później okazało to był mój jedyny udany bieg w tym czasie, a wszystko przez nieszczęsny problem ze ścięgnem achillesa.

Plany na pierwsze sześć miesięcy roku miałem bardzo ambitne – dlatego też sumiennie szykowałem się do poprawienia życiówki na 10 000m i co się z tym wiąże do udanego startu w Mistrzostwach Polski na tym dystansie. Jak już wiecie w tym biegu nawet nie wystartowałem, co więcej nie wziąłem udziału w żadnym biegu na bieżni, której miałem poświęcić pierwszą część sezonu. A wszystkiemu winne problemy jakie mam z achillesem… Ale zacznijmy od początku.

Styczeń to okres wytężonej pracy, trenowałem skrupulatnie, krok po kroku uczyłem się biegać pod okiem Pawła, który kilka miesięcy wcześniej został moim trenerem. Na efekty nie musiałem długo czekać, gdyż już Bieg Chomiczówki przyniósł poprawę mojej życiówki o ponad minutę!  Czułem się rewelacyjnie.

Z takim nastawieniem pojechałem na obóz do Monte Gordo, gdzie w świetnych warunkach i pod okiem Pawła mogłem przygotować się do sezonu. Realizowałem cały plan treningowy, biegało się bardzo dobrze. Nie skłamałbym gdybym powiedział, że czułem „pod nogą” formę życia. Trzy dni po powrocie z Portugalii sprawdziłem się podczas Maniackiej Dziesiątki w Poznaniu. Ostateczny wynik odbiega od życiówki, ale po biegu byłem umiarkowanie zadowolony, bo pobiegłem bardzo odważnie i „po drodze” ustanowiłem nieoficjalną życiówkę na 5km (15:26). Byłem przekonany, że przy kolejnym podejściu jestem w stanie utrzymać takie tempo przez cały dystans.

Kolejne dwa tygodnie to trochę więcej treningowego luzu. Więcej czasu zajmowała mi praca i uczelnia, ale to wszystko było zaplanowane, gdyż na przełomie marca i kwietnia pojechałem na ostatni obóz przygotowawczy do Szklarskiej Poręby. W górach spędziłem 18 dni. Czułem się świetnie, może to będzie nudne, ale robiłem trening życia. Żeby nie być gołosłownym – udało mi się zrobić chociażby trening: 10 razy 1km średnio po 3:03 na dosyć krótkiej przerwie i to na stadionie w Szklarskiej, gdzie nigdy mi się dobrze nie biegało!

Niestety pod koniec obozu zacząłem czuć ból w okolicach ścięgna Achillesa, liczyłem że to tyle przejściowe, wystartowałem jeszcze w Biegu SGH w Warszawie, ale okazało się, że z nogą jest bardzo źle. Byłem zmuszony zrobić 6 tygodni praktycznie bez biegania. Następnie starałem się powoli wracać do treningu, ale ból cały czas wracał. Odwiedziłem wielu lekarzy i fizjoterapeutów, ale ciągle bez efektów. Dzisiaj jest trochę lepiej, jednak walka z bólem to historia na osobny wpis – jak ostatecznie się z nim uporam z przyjemnością to opiszę 😊

Od pierwszego bólu minęło już ponad 12 tygodni, widać światełko w tunelu, może drugie półrocze będzie bardziej udane 😉 Postaram się, ale najważniejsze żeby zdrowie pozwoliło normalnie biegać…

2018-07-04T16:34:49+01:30 1 lipca 2018|Mój trening, Starty|
Avada WordPress Theme