Podsumowanie obozu w Szklarskiej Porębie

Zapraszam do podsumowania treningu wykonanego przez mnie podczas obozu. Z góry zaznaczam, że to tekst przede wszystkim dla “treningowych geeków”, w którym nie znajdziecie bajecznych opowieści i rozważań filozoficznych (o tym kolejnym razem).

Obóz w Szklarskiej Porębie nie był planowany, ba nawet można powiedzieć, że wyszedł spontanicznie, gdy podczas rozmowy ze znajomymi ktoś rzucił temat wyjazdu do Szklarskiej – nie zastanawiałem się długo, policzyłem ile mam jeszcze dni urlopu w tym roku i krzyknąłem „jedziemy!”. Jeśli chodzi o termin to ułożyłem to tak, żeby solidnie potrenować do ostatnich jesiennych startów.

Do Szklarskiej udaliśmy się 6 osobową grupą, wśród której były dwie osoby biegające pod moim okiem, więc śmialiśmy, że był to taki mały obóz Raczyński Team 😊

Reprezentanci Raczyński Team 🙂

Przed obozem na pewno się nie oszczędzałem, ostatnie 2 tygodnie były bardzo pracowite zarówno pod względem objętości jak i intensywności. Zaliczyłem mocny bieg długi, podbiegi, bieg ciągły i bieg tempowy na 3km odcinkach. Niestety po czwartkowym treningu złapało mnie przeziębienie i na obóz jechałem z katarem i bólem gardła. Dlatego też (z wielką przykrością) odpuściłem bieganie w dzień przyjazdu do Szklarskiej, w której aura nie była zbyt ładna – padał ulewny deszcz.

Pierwszy test stadionu – zdjęcie autorstwa Pawła 🙂

Po wolnej sobocie czułem się podwójnie zmobilizowany na niedzielny długi bieg. Okazało się, że na miejscu jest Radek Kasprzak z Rybnika, który miał zaplanowany na ten dzień bieg ciągły. Na „Zakręt Śmierci” wybrałem się z Pawłem, któremu pomagam w treningu i na początek zrobiliśmy 8km po ok. 3:57 min/km, zaraz po tym dołączyłem do Radka, z którym pobiegaliśmy 16km po 3:31 min/km. Łącznie wyszło mi 24km średnio po 3:41 min/km – było co robić 😊 Na drugim treningu dołożyłem jeszcze kilka rytmów i dzienni kilometraż wyniósł aż 36,5km!

Tak to wyglądało na wykresach

Poniedziałek to dwa rozbiegania, pierwsze na Reglach – ok. 24km, drugie już krótkie po stadionie. To miała być cisza przed burzą, gdyż na wtorek zaplanowałem wycieczkę na Śnieżkę. W tym celu podjechaliśmy do Karpacza i biegiem ruszyliśmy na szczyt – cel był prosty wbiec na 1602 m n.p.m. bez przejścia do marszu. Wybrałem trasę, którą pokonują pokaże podczas Uphill Race Śnieżka. Łącznie wyszło ponad 9km podbiegu w większości po kostce, co było nieprzyjemne dle nóg, ale jakoś się udało. Niestety na szczycie było bardzo zimno i wietrznie, do tego przez zachmurzenie kompletnie nic nie było widać, więc widoków tym razem nie było mi dane podziwiać. Drogę w dół staraliśmy sie (na wycieczkę wybraliśmy się w czwórkę) pokonać delikatnie, aby za bardzo nie ucierpiały mięśnie czworogłowe (co się nie udało😊).

Podbieg na Śnieżkę, czyli około 900 metrów przewyższenia

Środa, czyli dzień pierwszego tempa. Bojowo nastawiony o 10:30 pojawiłem się na stadionie i po rozgrzewce miałem w planach pobiegać 4 razy 2km tempem startowym do 10km. Niestety po pierwszym powtórzeniu, które zrobiłem w wielkich mękach postanowiłem odpuścić. Okazało się, że wczorajsza wycieczka jednak mocno dała się we znaki i mięśnie nie pracują tak jak powinny. Porobiłem kilka krótszych odcinków  i zły poszedłem do pokoju odpoczywać. Wieczorem krótkie rozbieganko i sprawność.

Z towarzyszem niedoli 🙂

Czwartek po przebudzeniu miałem tysiące myśli „co robić – odpoczywać, trenować?”, niby nogi trochę odpoczęły, ale dalej tzw. luzu nie było. Pogadałem trochę z Radkiem, powiedział, że ma w planach odcinki 600-metrowe. Nie musiał mnie namawiać i już po 11 na stadionie wspólnie kręciliśmy kółka 😊 Szło całkiem nieźle, chociaż nie był to spacer, ale morale podskoczyło. Okazało się, że nie jest ze mną aż tak źle. Popołudniu jeszcze rozbieganie i tzw. kaftany przyspieszające regenerację – kolejny udany dzień na obozie.

“Kaftany” w akcji 🙂

Piątek i sobota to spokojne (co prawda niektóre kilometry w czwartek pokonywałem w okolicach 3:40 min/km 😉) rozbiegania po pięknych, pagórkowatych trasach z dłuższymi i krótszymi rytmami. W sobotę wieczorem ponownie zameldowałem się w Warszawie i udałem się po pakiet na Biegnij Warszawo. Cel na bieg był prosty – przetrwać i przetrzeć się przed zbliżającą się połówką. Zdawałem sobie sprawę, że nie ma szans na jakiś super wynik – byłem za bardzo zmęczony obozem. Wiedziałem tylko, że będzie ciężko…

2017-10-01T18:37:01+01:30 1 października 2017|Mój trening|
Avada WordPress Theme