Jak tam przygotowania do maratonu?

Dla moich znajomych, którzy nie mają wiele wspólnego ze sportem bieganie długodystansowe nierozłącznie związane jest z maratonem. Dlatego też często słyszę pytania jak moje przygotowania do maratonu, gdzie pobiegnę najbliższy maraton albo (to już wyższy stopień zaawansowania) jaka jest moja życiówka w maratonie. Wtedy muszę wytłumaczyć, że jeszcze nigdy nie biegałem maratonu i w najbliższej przyszłości to się raczej nie wydarzy.

Bez dwóch zdań maraton to królewski dystans. Jest to bieg, który przyprawia o największe emocje i przed którym czujemy największy respekt. W tym aspekcie nie różnię się od większości biegaczek i biegaczy – maraton często pojawia się gdzieś z tyłu mojej głowy i z ogromny zainteresowaniem śledzę poczynania maratończyków, jednak mimo wszystko nic nie wskazuje, na to żebym w najbliższym czasie wystartował w tym najdłuższym biegu olimpijskim.

Podczas biegu po rekord życiowy na 3000m – zdj. AK-ska Photo

Decyzja ta związana jest z tym, że mam jeszcze wiele do zrobienia na krótszych dystansach. Moje wyniki na dystansach od 1500m do 5000m są dla mnie powodem do wstydu. Owszem dla 99% biegaczy w Polsce te wyniki byłby zadowalające, ale mam to do siebie, że porównuję się do lepszych. Podczas zeszłorocznego startu na 10km w Pradze, podczas którego wyprzedziło mnie kilka kobiet utwierdziłem się w przekonaniu, że na razie nie mam czego szukać w maratonie i muszę walczyć z barierami, które napotykam na krótszych dystansach.

Jeśli poprawię się na krótszych dystansach, to dużo łatwiej będzie mi w przyszłości w maratonie. Żeby nie być gołosłownym wystarczy przytoczyć rekordy życiowe na średnich dystansach naszych najlepszych maratończyków:

Henryk Szost: 1500m – 3:44:26

Mariusz Giżyński: 1500m – 3:45:12

Arkadiusz Gardzielewski: 1500m – 3:48:74

Artur Kozłowski: 1500m – 3:48: 78

czy mój obecny trener – Paweł Ochal: 1500m – 3:47:62.

Oczywiście poziom wyżej wymienionych zawodników to w tym momencie dla mnie zupełna abstrakcja. Jednak gdyby zachować proporcje to mój wynik – 4:07:84 wygląda żenująco słabo. Bardzo mało prawdopodobne żebym kiedykolwiek zbliżył się do wyników naszej elity, ale wynik lekko poniżej 4 minut wydaje się być w moim zasięgu, a to z pewnością ułatwiłoby mi walkę na dłuższych dystansach, także tych ulicznych.

I ten krzyk trenera co koło – bezcenne 🙂

Drugą sprawą, którą trzyma mnie przy tych krótszych biegach jest poczucie szybkości, które dają. Lubię przyjść na stadion i pobiegać trening typu 10 razy 200m, albo 5 razy 400m. Te odcinki potrafią boleć, ale jeśli zrobimy je z odpowiednią intensywnością, to przyniosą nie tylko satysfakcję, ale także korzyści wynikowe. Bez wątpienia tego typu treningi bardziej poprawiają samopoczucie niż trwający godzinę bieg ciągły. Uwielbiam długie, komfortowe bieganie, jednak po takich sesjach czuję się ociężały i miałki, a po solidnej sesji tempowej mimo ogromnego zmęczenia – czuć moc.

W każdym razie warto mieć pomysł na swój rozwój biegowy, bo jak mawiał Seneka Starszy „temu, kto nie wie, do jakiego portu zmierza, nie sprzyja żaden wiatr”. Przygotowania do debiutu w maratonie trwają…

2018-03-27T08:43:34+01:30 25 marca 2018|Mój trening|
Avada WordPress Theme