I’m back

Po bardzo długich perypetiach z achillesem wróciłem do regularnego trenowania. Za mną drugi tydzień treningu. Jak można było się spodziewać, mimo wielu metod zastępczych podtrzymujących formę, moja dyspozycja jest bardzo słaba. To dowód na to, że rower, basen czy chodzenie po schodach nigdy w pełni nie zastąpią biegania.

Powroty są bardzo ciężkie i to nie dlatego, że słaba forma nie pozwala na szybkie bieganie. Chodzi o to, żeby nie przesadzić i rozsądnie wracać do treningu, a przy ogromnym głodzie treningu w jakim teraz jestem łatwo przesadzić.

Pobiegane, to można odpoczywać 🙂

Przed kontuzją biegałem kilkunastokilometrowe biegi ciągłe ze średnim tempem około 3:25 min/km, w tym momencie to dla mnie prędkość kosmiczna. Teraz ciągłe mogę biegać mniej więcej po 3:40 min/km (ostatnio podczas takiego treningu zmierzyłem sobie kwas 3.4 mmol). Podczas testów wydolnościowych przy 1200 metrowym odcinku przebiegniętym tempem 3:12 min/km doszedłem do tętna 192! Przed przerwą musiałbym biec tym tempem pewnie 6km i ciężko byłoby mi rozkręcić serce na takie obroty. Dlatego muszę pamiętać, że nie trenowałem 14 tygodni i jestem w zupełnie innym miejscu niż w marcu.

Zakwaszenie złapane po 6km biegu ciągłego tempem 3:38 min/km

Jak poradziłem sobie (przynajmniej na razie) z bólem w Achillesie? To bardzo długa i wyboista historia. Poświęcę jej jeden z kolejnych wpisów.

Jednak to wszystko w tym momencie schodzi na drugi plan – wiele wskazuje na to, że problemy zdrowotne za mną i mogę trenować. Czas zabrać się do roboty, bo jesienne starty zbliżają się nieubłaganie 😊

2018-07-23T22:07:04+01:30 22 lipca 2018|Mój trening|
Avada WordPress Theme