Filozof w krainie robotów

Aż wstyd przyznać, ale dopiero kilka tygodni temu pierwszy raz na poważnie zabrałem się za czytanie (a tak naprawdę słuchanie) książek Stanisława Lema. Oczywiście w żadnej mierze nie uważam się za znawcę tematyki, ale bez wątpienia Cyberiada, którą właśnie skończyłem wpłynęła na zagadnienie, które dzisiaj omawiam na blogu.

Po części mam zamiar kontynuować tematykę poruszoną we wpisie dotyczącym sprawiedliwości w bieganiu, który opublikowałem jakiś czas temu. Przypomnę, że starałem się tam polemizować z tezą mówiącą, że bieganie nie jest sprawiedliwe, gdyż ci, którzy osiągają największe sukcesy dokonują rzeczy nienormalnych, niemożliwych dla „normalnego człowieka”. Ja natomiast uważam, że to jest jak najbardziej sprawiedliwe, gdyż wykazanie się odwagą, postawienie wszystkiego na jedną – sportową – kartę jest dostępne dla każdego, to nasz wybór – możemy, ale nie musimy iść tą drogą.

Po przemyśleniu i zapoznaniu się z kilkoma opowiadaniami Lema w dalszym ciągu pozostaję przy swoim zdaniu, ale chcę dodać trochę kolorów do moich rozważań i stawiam następującą tezę: sportowcy zachowują się niczym roboty – mają jasno określony (niejako zaprogramowany) cel i w pełni oddają się jego realizacji.

Tak wygląda przyszłość biegania?

To, co pisze może zdziwić uważnych czytelników mojego bloga (mam nadzieję, że tacy istnieją 😉). Nie wiem czy pamiętacie, ale przy wskazywaniu powodów, dla których podjąłem współpracę z trenerem napisałem, że „nie będę maszynką tłukącą kolejne kilometry”. I teraz pytanie czy robot nie jest właśnie taką maszyną? Moim zdaniem i tak i nie. W robota zamieniam się tuż po wyjściu na trening, wtedy mam jasno określony plan, który muszę zrealizować – przykładowo 12km biegu ciągłego po 3:35. Dlatego jeżeli warunki i dyspozycja pozwalają, to nic nie powinno mnie nic interesować, mam dobiec na Pole Mokotowskie, zrobić sześć 2-kilometrowych pętli po 7:10 każda, zmierzyć kwas, wytruchtać, porolować się, rozciągnąć, zjeść i odpocząć. I tak cały czas. Czy to nie wygląda na pracę robota? 😉 Jest jedna ważna sprawa – twórca robota musi być ekspertem, nie może to być osoba przypadkowa, gdyż w takim wypadku możemy być źle zaprogramowani i cały wysiłek na nic…

Oczywiście moje oblicze filozofa włącza się natychmiast po otrzymaniu planu treningowego, wtedy zastanawiam się czemu dany trening jest we wtorek a nie w środę, czemu mam biec takim a nie innym tempem itd. Jednak kiedy już wszystko sam sobie opracuję, albo dogadam z trenerem, to nie pozostaje nic innego jak wrócić do roli robota tłukącego kolejne kilometry i zdającego relacje swojemu twórcy 😉

Dzięki takiemu nastawieniu w kolejnych tygodniach biegałem 130, 140, 150 i 160km – wszystko z zegarmistrzowską precyzją. Owszem teraz przydarzyła mi się lekka kontuzja, ale mam zamiar szybko ją wyleczyć i wrócić do swojej natury robota.

Robot w pracy

Nie wiem czy pamiętacie, ale w filmie Ja, robot pojawiły się takie prawa:

Pierwsze prawo: Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek poniósł szkodę.

Drugie prawo: Robot musi słuchać rozkazu danego mu przez człowieka, chyba że koliduje on z Pierwszym Prawem.

Trzecie prawo: Robot musi chronić sam siebie, dopóki nie koliduje to z Pierwszym lub Drugim Prawem.

Wydaje mi się, że jeśli jako biegowy robot zrealizuję te zapisy, to efekty mogą być bardzo pozytywne. Oczywiście w żadnej mierze nie apeluję o bezmyślność w treningu biegowym, wręcz przeciwnie – moim zdaniem wszystko powinno być uporządkowane i zaplanowane. Jednak jeżeli mamy już dobry i przede wszystkim dopasowany do własnych możliwości plan, to nie pozostaje nic innego jak automatyzm. Bieganie jest i niestety musi być regularne i schematyczne, jednorazowe wybryki na niewiele się zdadzą. Dlatego dobrego biegacza można porównać do robota – jeżeli jest dobrze ustawiony, skrupulatnie realizuje swój program, to może zajść daleko. Jeśli to się nie udaje, to znaczy, że gdzieś tam źle wkręciliśmy te śrubki. Oczywiście każdy robot potrzebuje swojego twórcy (trenera), którego trochę humorystycznie moglibyśmy nazwać filozofem. Jeżeli już oddamy się w ręce owego konstruktora, to konieczne jest zaufanie, bez którego ciężko oczekiwać wymiernych wyników.

Natura robota jest także istotna w chwilach słabości, każdego z nas czasami ogarnia lenistwo, w takim momencie robot ma przewagę – nie będzie zastanawiał się długo i wyjdzie na trening. Tak też zachowują się sportowcy osiągający największe sukcesy, dlatego też wydaje mi się, że nie mając natury robota ciężko dojść na sportowy szczyt.

Jest jeszcze problem z opodatkowaniem pracy robotów, ale to już temat na inny wpis 😉

2018-01-19T22:40:56+01:30 19 stycznia 2018|Filozofia|
Avada WordPress Theme