Na fajerwerki przyjdzie jeszcze czas…

Za nami już prawie cały tydzień lutego a u mnie w dalszym ciągu nie pojawiło się klasyczne podsumowanie miesiąca. Tym wpisem staram się to naprawić, dlatego z góry ostrzegam, że to tekst dla treningowych fanatyczek i fanatyków, tym razem nawet filozofia treningu odchodzi na drugi plan i skupiam się na podsumowaniu minionego miesiąca.

Zacznijmy może od tzw. czystych liczb – w styczniu miałem 29 dni z treningiem lub zawodami, w tym czasie wykonałem 37 treningów biegowych oraz wystartowałem w 2 zawodach. Przebiegłem 549,5km a zajęło mi to troszeczkę ponad 40 godzin. Dla porównania w styczniu 2017 roku przebiegłem 606km.

Dwa dni wolne nie były planowane, spowodowane były skręceniem kostki, o którym już pisałem.

W tym momencie zauważam jedną, dosyć dużą zmianę w moim treningu w porównaniu do zeszłego roku – jest nią siła biegowa. W styczniu wykonałem 6 jednostek tego typu. W każdym tygodniu Paweł rozpisuje mi przynajmniej jeden trening siły, są to różne konfiguracje skipów i podbiegów. Liczę, że ten bodziec zaprocentuje i przyniesie oczekiwane efekty, jak na razie mogę powiedzieć, że po sile czuję się bardzo dobrze. Powoduje to, że nie jestem ociężały, wręcz momentami rozpiera mnie energia, co do tej pory zbyt często mi się nie zdarzało. Oczywiście pierwsze treningi wykonywane na podbiegach czy skipach odczuwałem dosyć mocno, ale z każdym kolejnym powtórzeniem jestem pewniejszy 😉

W treningu nie ma fajerwerków, na razie nie biegam bardzo szybkich odcinków, biegi ciągłe też wykonuję spokojnie, jednak najważniejsza jest systematyczność i powtarzalność. Zima jest okresem spokoju, to czas mozolnego budowania podstaw, bez których szybsze treningi są bardzo trudne, albo nawet niemożliwe.

Styczeń przyniósł mi tylko jeden trening tempowy – były to odcinki 1km i ku mojemu zdziwieniu bez większego problemu biegałem je po 3:12-10. Świetne samopoczucie utwierdziło mnie w  przekonaniu, że praca idzie w dobrym kierunku. Potwierdził to także bardzo udany start w Biegu Chomiczówki, który relacjonowałem w ostatnim wpisie.

City Trail w Bydgoszcz, czyli walka przede wszystkim z warunkami

Tydzień po Chomiczówce wystartowałem w City Trail w Bydgoszczy, w którym zająłem 4 miejsce. Apetyty były troszeczkę większe, ale warunki pozwoliły tylko na tyle. Nie chciałem ryzykować biegania w kolcach, co skutkowało trudnościami w leśnej części trasy, gdzie strasznie się ślizgałem. Jednak kolejny raz odczucia po biegu były dobre.

Ogólnie miesiąc oceniam bardzo pozytywnie – zrealizowałem prawie cały plan treningowy. Czemu nie zrealizowałem całego planu? Problemy z kostką spowodowały, że musiałem odpuścić dwa treningi, jednak nie wpłynęło to na całą strukturę przygotowań. Oby tak dalej. Muszę też przyznać, że jak na razie pogoda też nie jest najgorsza, mamy środek zimy, a praktycznie 90% treningów mogłem wykonać w niezłych warunkach – mam nadzieję, że to się nie zmieni. Kolejne miesiące będą bardziej wymagające, pojawi się więcej szybszych odcinków i biegania poza strefą komfortu, ale przecież to jest właśnie to, co ścigacze lubią najbardziej…

Dostaję sporo pytań o dokładne czasy poszczególnych treningów – uważam, że tempo jednego treningu, niejako wyciągniętego z całego cyklu niewiele mówi, ale dla zainteresowanych na koniec cytuję fragment mojego dzienniczka treningowego:

„31.01.2018:

1 trening: 15km (3:30, avgHr172, zakw. 2.7) = 21,5km / samopoczucie: bardzo dobre!

2 trening: 7km (4:30) w tym 5*100m P”.

2018-02-12T21:52:22+01:30 5 lutego 2018|Mój trening|
Avada WordPress Theme