Dlaczego biegam?

Na ścieżkach biegowych można spotkać coraz więcej osób – biegają kobiety i mężczyźni praktycznie w każdym wieku. Mają tysiące różnych powodów, pewnie większość z nich już nie pamięta dlaczego pierwszy raz założyło sportowe buty i wyszło pobiegać. Dlaczego ja biegam?

Może zacznę od tego, że moja przygoda z bieganiem trwa mniej więcej tyle samo co z filozofią. Jednym i drugim zaraziłem się na I roku studiów, to przyczyniło się do podjęcia nauki na kolejnym kierunki (pierwszym była historia). Moje początki biegowe są niezwykle prozaiczne – Tata, który jest fanem zespołu The Beatles w intrenecie znalazł informację o biegu poświęconemu zespołowi z Liverpoolu i spytał się mnie (aktywnego wówczas koszykarza) czy jestem w stanie przebiec 15km. Oczywiście stwierdziłem, że tak i jakiś miesiąc później przebiegłem ten dystans (nie było łatwo) 😊

Tak to się zaczynało 🙂

Czemu moja przygoda nie ograniczyła się do tego jednego biegu? A to dlatego, że od samego początku zakochałem się w bieganiu, już po pierwszych kilometrach biegu wiedziałem, że to tu jest moje miejsce. Ten ból, który pojawia się kiedy zaczynamy odczuwać zmęczenie, uginające się nogi już w pierwszej części trasy, zadyszka i szybsze bicie serca – to jest coś czego szukałem. Oczywiście nie chodzi o samo odczuwanie dyskomfortu – aż takim szaleńcem nie jestem – chodzi o walkę z nim, przezwyciężanie swoich słabości, wygrywanie walki z samym sobą. Właśnie to mnie napędza – chcę się poprawiać, mam cele do zrealizowania. Jestem człowiekiem „celowym” – przed każdym sezonem ustanawiam sobie jakiś cel wynikowy i robię wszystko, aby go zrealizować. Bieganie ma wiele zalet, tak na szybko do głowy przychodzą mi chociażby walory estetyczne oraz odizolowanie się od świata, której daje nam czas na przemyślenia. Jednak bardzo istotne jest to, że w tym sporcie nie ma przypadku – czas na mecie zależy przede wszystkim od Ciebie, od tego ile potu zostawisz na treningu, ile kilometrów przebiegniesz i jakim tempem to zrobisz.

Podkreślam – stawiam sobie cel wynikowy, w tym momencie mojej przygody z bieganiem nie interesują mnie miejsca, które zajmuję. Walczę tylko z samym sobą i czasem na zegarze. Na ściganie o miejsca przyjdzie jeszcze czas. To właśnie dlatego obecnie bardzo rzadko pojawiam się na mniejszych czy nieatestowanych biegach, w których mógłbym zajmować wysokie miejsca (a czasami wygrywać) i zdobywać nagrody. Jednak to mnie nie interesuje, nie muszę zarabiać na bieganiu, więc wybieram biegi z szybką trasą i rywalami, którzy umożliwiają mi uzyskanie dobrego czasu. Zdaję sobie sprawę, że przy mądrzejszej polityce startowej mógłbym troszeczkę zarobić i odkładać do kąta kolejne biegowe gadżety, ale dziękuję. Jestem typem sportowca-idealisty, może to staroświeckie, ale tak miałem od samego początku przygody ze sportem, bez znaczenia czy to była koszykówka czy bieganie. Liczy się dla mnie przede wszystkim wynik sportowy, a cała reszta jest jedynie miłym dodatkiem.

Bieganie boli, ale o to tutaj chodzi…

Bieganie, szczególnie na ostatnich kilometrach bardzo boli, po zawodach często mam problemy żołądkowe, źle się czuję, jednak mogę się spełniać, pokonywać siebie i swoje słabości. Wydaje mi się, że dzięki takiej postawie w swoisty sposób realizuję darwinowską walkę o byt, rozumianą jako współzawodnictwo z innymi przedstawicielami tego samego gatunku i co najważniejsze walkę z fizycznymi warunkami środowiska.

Czyli nie biegam:

– żeby się poruszać

– dla zdrowia, gdyż w moim przypadku to często nie jest zdrowe 😊

– aby schudnąć, wręcz przeciwnie dbam o wagę żeby dobrze biegać

– żeby dobrze wyglądać – raczej słabo wygląda taki wychudzony osobnik 😉

– dla zwycięstw w lojalnych zawodach

– dla pucharów

– żeby dobrze się czuć – wręcz przeciwnie po ciężkim treningu/ zawodach czuję się fatalnie

– i wreszcie, aby rywalizować z innymi – chociaż to może pozytywnie nakręcać do pracy,

Oczywiście każdy z tych powodów jest świetny i parafrazując słowa jednego z oświeceniowych filozofów mogę stwierdzić, że mam zupełnie inny cel, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do realizowania upragnionych celów.

Z kolei ja biegam, żeby po każdym kolejnym treningu mieć świadomość, że jestem choćby o te kilka setnych lepszym biegaczem. Wydaje mi się, że dzięki takiej postawie ćwiczę wiele cech i to nie tylko tych fizycznych i staję się – na swój sposób – także lepszym człowiekiem. Chociaż może to zbyt górnolotnie napisane? Tak czy inaczej zawsze można stwierdzić za Immanuelem Kantem, że „piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie” 😊

A Ty czemu biegasz/ nie biegasz?

2017-10-06T18:50:12+01:30 6 października 2017|Filozofia|
Avada WordPress Theme