15. Rekordowa Dziesiątka w Poznaniu

Układając plan startowy na ten sezon jeszcze w styczniu zapisałem się na Rekordową Dziesiątkę w Poznaniu. Startuje tam do dwóch lat, dwa lata temu pobiegłem 31:55 (to był wówczas mój rekord życiowy), rok temu 32:34. W tym roku na mecie zameldowałem się z czasem 32:43. Na papierze może to wydawać się porażką, gdyż wynik jest prawie o minutę gorszy od życiówki, a nawet słabszy od zeszłorocznego. Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, uważam, że to był bardzo dobry bieg.

Na początek może podsumowanie moich startów w biegach ulicznych na 10km. Mój rekord życiowy wynosi 31:51 (Gniezno, kwiecień 2017). Łącznie tylko dwukrotnie biegałem poniżej 32” oraz siedmiokrotnie poniżej 33” (chronologicznie: 32:51, 32:21, 32:41, 32:47, 32:30, 32:37 i 32:43). Oczywiście biorę pod uwagę tylko biegi z atestowaną i regulaminową trasą. Dodatkowo raz biegałem 10 000m na stadionie i tam uzyskałem mój najbardziej wartościowy wynik w przygodzie biegowej, czyli 31:20 (Rybnik, kwiecień 2017). Jednak od tamtego czasu nie było kolorowo, dosyć dużo startowałem, podejmowałem wiele prób walki o dobry wynik, a często zdarzało mi się uzyskiwać wyniki powyżej 33’.

Na początku tegorocznych przygotowań maratońskich gdzieś w głowie pojawił się pomysł walki o nowy rekord życiowy na 10km już Poznaniu. Jednak już początek przygotowań pokazał, że to nie będzie łatwe. Wszystko dlatego, że poprzedni rok miałem bardzo trudny, nie było stabilizacji treningowej, więcej było przerw na leczenie niż biegania. To spowodowało, że moja forma na początku roku była delikatnie mówiąc przeciętna. Niestety i te przygotowania nie odbywają się bez problemów. Osoby śledzące mnie w mediach społecznościowych wiedzą, że w środę (cztery dni przed Rekordową Dziesiątką!) miałem usuwany torbiel znajdujący się w Trójkącie Kagera między ścięgnem achillesa a stawem skokowym. Lekarz zalecił mi przynajmniej kilkudniową pauzę, ale wygrała ambicja i spróbowałem pobiec w Poznaniu. Uważam, że to była dobra decyzja. Jednak w związku z tymi przerwami i bólem, który mi doskwierał podczas treningów poprzedzającymi nie mogłem dobrze przygotować się do biegu. Dlatego moje założenia na bieg nie były zbyt ambitne – chciałem złamać 33’.

Walka 🙂

To do mnie niepodobne, ale ruszyłem bardzo rozsądnie. Pierwszy kilometr pobiegłem w 3:14 (a lubię zacząć zdecydowanie za szybko). Pierwsze 3km biegłem w małej grupce, którą prowadziła Ania Gosk. Byłem bardzo niepewny swojej formy, więc to było dla mnie wygodne. Gdzieś w okolicach 3,5km Ania powiedziała, że chce zmianę, okazało się, że z całej grupy ostaliśmy się tylko my. To spowodowało, że byłem zmuszony wyjść na prowadzenie. Nie było lekko, zostałem sam, ale starałem się walczyć, biegłem dosyć równo między 3:17 a 3:15. Piątkę minąłem z czasem 16:17, tutaj złapał mnie lekki kryzys, dwa wolniejsze kilometry i wbieg na teren Malty. Ostatnie 2km z wiatrem w plecy pozwoliły utrzymać tempo. Wpadłem na metę z czasem 32:43. Byłem zadowolony, cel został zrealizowany, nawet uniosłem rękę w górę. Tak dla ciekawostki moje średnie tętno z biegu to 182, a maksymalne 187, a to znaczy że był zapas.

Zadowolenie na mecie

Zrealizowałem swoje założenia, wróciłem na dobre ścieżki i po roku przerwy pobiegłem poniżej 33’. Teraz powinno być tylko łatwiej, te zawody były dla mnie dobrym przetarciem. Mija już trzeci dzień po starcie i biega się całkiem fajnie, co potwierdziło dzisiejsze tempo. Walczę dalej, już w niedzielę w planach kolejny start, tym razem półmaraton w Gdyni, jednak to tylko start treningowy i nie mam zamiaru odpuszczać treningu aż do samego dnia biegu. W tym momencie najważniejszy jest maraton.

2019-03-13T20:16:04+01:30 13 marca 2019|Starty|
Avada WordPress Theme